Autentyczność widzę jako dwie energie. Jedna jest cicha, rodzi się jak szept, gdy coś w środku miękko mówi: „To nie jestem ja”. Druga jest głośniejsza. Przychodzi jak trzask łamanej gałęzi, jak bunt, który w końcu wylewa się na powierzchnię, bo ciało już nie chce dźwigać tego, co nieprawdziwe. Obie są tak samo wartościowe, bo prowadzą do tego samego: powrotu do siebie.
Moment „to nie dla mnie”
Renata opowiadała, że pamięta dzień, kiedy po długim spotkaniu w pracy wyszła z sali i czuła, jakby ktoś włożył ją w za ciasne ubranie. Uśmiechała się, kiwała głową, mówiła „jasne, brzmi świetnie”, a w środku czuła, że każde słowo jest jak maleńka zdrada wobec siebie. Wróciła do domu i, robiąc herbatę, usłyszała w sobie zdanie: „Tak, potrafię tak funkcjonować, ale nie chcę.” To był pierwszy moment, kiedy naprawdę zrozumiała, że bycie sobą nie jest luksusem ani buntem. Jest troską o siebie, o swoje granice, o swoje zdrowie.
Od tamtej pory zaczęła mówić: „Nie zrobię tego tak”, „To nie jest mój styl pracy”, „Potrzebuję inaczej”. Reakcje były różne, ale jedna rzecz się zmieniła. W relacjach pojawiło się więcej szczerości, a ludzie, którzy z Renatą zostali, zostali, bo chcieli być z nią, a nie z jej maską.
Do przemyślenia: Przypomnij sobie sytuację, w której zrobiłaś coś „bo wypadało”. Jak wyglądałby ten moment, gdybyś wtedy pozwoliła sobie na „to nie dla mnie”?

Kasia i jej biznes, który nie brzmiał jak ona
Kasia prowadziła małą pracownię rękodzieła. Talent, serce, precyzja — wszystko miała. Nie miała jednego: odwagi, by pokazać światu siebie, a nie „profesjonalną wersję właścicielki biznesu”. W jej social mediach były piękne zdjęcia, piękne podpisy i kompletnie żadnej Kasi. Pewnego dnia zapytałam ją:
— A czemu nie mówisz tak, jak mówisz?
— Boję się, że nie zabrzmi to „jak trzeba” — odpowiedziała.
Tydzień później dodała post, w którym opisała, jak przez trzy dni próbowała stworzyć świecę idealną, a wyszły jej trzy krzywe. Dodała zdjęcie, na którym była po prostu ona — zmęczona, uśmiechnięta, prawdziwa. I wtedy zaczęły spływać wiadomości: „Dzięki, że to pokazujesz”, „Myślałam, że tylko mi moja praca nie wychodzi”, „Kupuję tę świecę właśnie dlatego, że jest… ludzka”. Kasia odkryła, że autentyczność to nie jest odwaga, by błyszczeć. To odwaga, by być widzialną taką, jaką jest.
Do przemyślenia: pomyśl o jednej rzeczy w twojej pracy, której nie pokazujesz, bo wydaje ci się „nieidealna”. Co by się stało, gdybyś pokazała właśnie to?
Autentyczność, która przyszła z wkurwu
Ania od miesięcy czuła narastające napięcie. Czasem delikatne, czasem pulsujące — takie, które pojawia się pod żebrami, ale da się je szybko zagłuszyć „dobra, jeszcze chwilę”. Była tą osobą, która zawsze weźmie więcej, zrobi szybciej, uratuje sytuację. I przez długi czas myślała, że tak trzeba.
Tego dnia jednak coś pękło. Szef na zebraniu rzucił: „Ania to ogarnie, przecież zawsze ogarnia”. Nawet nie patrzył, czy chce, czy może, czy ma siłę. W tym samym momencie Ania poczuła, jak złość — tę, którą zwykle gasiła uśmiechem — podnosi się gwałtownie. Najpierw w brzuchu, potem w gardle. A potem była już wszędzie, pulsująca, czysta, jakby ciało mówiło: „Nie uciekaj. To jest ważne.” Trzymała w rękach plik teczek. I nagle, bez planu, bez analizy, bez „czy powinnam”, puściła je na stół tak, że rozsunęły się lekko na boki, jak wydech, którego długo w sobie nie miała. Spojrzała na szefa i powiedziała spokojnie, ale z taką prawdą, że nikt w sali się nie ruszył. „Nie. To nie jest mój problem do rozwiązania i nie będę więcej udawać, że jest”. I wyszła. Bez tłumaczeń, bez uśmiechu ratowniczki. Z poczuciem, że pierwszy raz w życiu nie uciekła od własnej złości — tylko pozwoliła jej wyznaczyć granicę.
Po południu, idąc do domu, czuła coś, czego dawno nie czuła. Nie strach, nie wyrzuty sumienia, tylko cichy, miękki spokój, jakby wreszcie stanęła po swojej stronie.
Do przemyślenia: Pomyśl o jednym momencie, kiedy złość mówiła do ciebie prawdę, a nie próbowała
niczego zniszczyć. Co chciała ci pokazać?
Zosia i najtrudniejsza decyzja
Zosia latami mówiła „tak” wszystkim projektom, bo bała się, że jeśli raz powie „nie”, przestanie być potrzebna. Jej telefon dzwonił bez końca, kalendarz pękał, a ona pękała razem z nim — powoli, po cichu, w środku.
Aż któregoś dnia jej córka zapytała:
— Mamo, a kiedy będziesz miała czas dla siebie?
Zosia usiadła na dywanie i rozpłakała się po raz pierwszy od miesięcy. Dwa dni później podjęła decyzję, której odkładała od lat. Zrezygnowała ze współpracy, która ją najbardziej wyczerpywała, a chwilę później odważyła się podnieść stawki, choć przez długi czas myślała, że „nie ma prawa”.
— Myślałam, że wszystko się zawali — powiedziała mi później.
— Ale wiesz co? Pierwszy raz poczułam, że to JA decyduję. Nie strach. Nie presja. Ja.
Autentyczność nie zrobiła za nią pracy, ale dała jej kompas, dzięki któremu zaczęła iść w stronę, która naprawdę była jej.
Do przemyślenia: Pomyśl o jednej decyzji, którą podjęłaś z lęku. Jak wyglądałaby ta sama decyzja, gdybyś podjęła ją z miejsca odwagi?
Na zakończenie
Czasem autentyczność rodzi się z wkurwu i trzaśnięcia drzwiami, czasem jest cichą decyzją o wyborze siebie w najdrobniejszych codziennych czynnościach. Byłam i bywam w obu miejscach. Zawsze potem wychodziło słońce, jeśli pozostawałam konsekwentna. Nie bez lęku, nie bez wątpliwości, ale wciąż podejmując decyzję o tym, czego potrzebuję, by moja energia nie gasła.
W życiu i w biznesie właśnie ta szczerość — wobec siebie i świata — przyciąga ludzi, którzy widzą cię naprawdę. Wtedy zaczyna się życie, które nie jest już grą ani rolą. Być może czujesz, że coś Cię uwiera, że jakoś schemat powtarza się w kółko, że utykasz i nie wiesz, co jest nie tak. Coaching pomaga Ci obejrzeć sytuację z różnych stron, być szczerą ze sobą i w bezpiecznej przestrzeni zobaczyć, co jest Twoje, a co rozbija się o przekonanie, że musisz, i lęk o to, jak to będzie, jeśli powiesz nie. Nie musisz dziś wiedzieć dokładnie, jaką drogą lepiej byłoby pójść. Nie musisz wiedzieć nic. Wystarczy, że czujesz, że ten kamyczek w bucie uwiera już za bardzo.

