Słyszałaś kiedyś o kintsugi? To japońska sztuka, w której pęknięte naczynia nie są wyrzucane, tylko… naprawiane złotem. Pomyśl przez chwilę: zamiast udawać, że nigdy się nie stłukły, ktoś pochyla się nad każdym kawałkiem, składa je z czułością, a potem wypełnia szczeliny czymś tak pięknym, że pęknięcia stają się najciekawszą częścią całości.
Mam wrażenie, że tak właśnie działa życie. Albo raczej. Tak może działać, jeśli pozwolimy sobie zobaczyć własne pęknięcia bez wstydu. Każda z nas ma momenty, które bolały tak bardzo, że chciałyśmy je wyciąć z pamięci. Decyzje, które po podjęciu stawiały wszystko do góry nogami lub te, które dziś podjęłybyśmy inaczej. Słowa, które wciąż w nas pracują. Chwile, od których serce przyspiesza, choć minęły lata. Ja też takie mam. Takie, które mogły mnie zatrzymać, a czasem nawet złamać, ale coś, jakiś cichy głosik, mówił mi wtedy: „Idź dalej. Jeszcze nie koniec. Jeszcze nie wszystko o sobie wiesz”.
Dziś widzę, że to właśnie te rysy stworzyły we mnie przestrzeń, dzięki której rozumiem ludzi głębiej. To mnie nauczyło zadawać pytania, które otwierają, zamiast zamykać. To dzięki nim mogę towarzyszyć kobietom w momentach, w których jest tylko chaos, ale nie poddają się, bo czują, że gdzieś musi być światełko w tunelu.

Kintsugi w coachingu
Coaching to nie terapia, to odzyskiwanie kierunku. Często słyszę pytanie: „No dobrze, ale czym to się różni?”. W coachingu nie grzebiemy w przeszłości po to, żeby ją rozebrać na części i uleczyć rany – to rola terapii. My pracujemy z tym, co jest tu i teraz i budujemy pomost do przyszłości. Nie zaklejamy stłuczeń taśmą. Nie udajemy, że nic się nie stało. Coaching pyta raczej: Co z tym, co wydarzyło się w Twoim życiu, możesz zrobić dzisiaj? Jak możesz zbudować coś piękniejszego na miejscu, które kiedyś bolało? To jak nauka chodzenia na nowo – bardziej świadomie, bardziej po swojemu.
Co możesz zyskać dzięki coachingowi? Coaching tworzy przestrzeń, w której:
- zaczynasz widzieć siebie z łagodnością, nie z oceną,
- dostrzegasz swoje zasoby, nawet jeśli dawno o nich zapomniałaś,
- trudne doświadczenia zaczynają działać na Ciebie, a nie przeciwko Tobie,
- wraca odwaga, klarowność, kierunek,
- pojawia się poczucie „to ja decyduję”.
Tak jak w kintsugi złoto wydobywa piękno tam, gdzie kiedyś był rozłam i ból, tak w coachingowym procesie zaczynasz widzieć, że Twoje historie niosą w sobie potencjał, który może Cię poprowadzić dalej.
Chwila refleksji
Zatrzymaj się na chwilę i spróbuj zadać sobie poniższe pytania. Sprawdź czy której wybrzmi mocnej, coś w Tobie poruszy:
- Jakie pęknięcia w mojej historii stały się początkiem czegoś ważnego?
- Co mogłoby być moją „złotą linią” – czymś, co powstało dzięki trudnościom?
- Jakie zasoby mam dziś tylko dlatego, że kiedyś było mi ciężko?
- Gdybym spojrzała na swoje życie jak na naczynie kintsugi – co już jest pięknem, a co dopiero się tworzy?
- Dokąd chcę iść teraz, wiedząc to wszystko o sobie?
- Jaką najdrobniejszą rzecz mogę zrobić dziś, żeby pójść w stronę większej zgodności ze sobą i uszanowania swojej historii?
Na zakończenie
Jeśli podczas czytania moich słów miałaś przed oczami jakąś własną historię, to „pęknięcie”, które nosisz długo i cicho, to jedno miejsce, które wciąż widzisz jedynie jako trud, to chcę Ci powiedzieć coś ważnego. Nie musisz tego miejsca ukrywać. Może ono właśnie jest Twoim złotem i gdy przyjrzysz mu się jeszcze raz, zobaczysz, co z tego miejsca może stać się Twoim potencjałem.
Coaching nie zmienia przeszłości, ale potrafi sprawić, że przeszłość przestaje ciążyć, a zaczyna prowadzić. Jeśli czujesz, że to Twój moment, żeby na nowo poukładać siebie i swój kierunek – napisz do mnie. Zrobimy przestrzeń, w której zobaczysz, ile piękna już w Tobie jest… i jak możesz je dalej „złocić”.

